Glukhovsky Dmitry by Metro 2034

Glukhovsky Dmitry by Metro 2034

Author:Metro 2034
Language: eng
Format: mobi
Published: 2018-02-11T19:07:41.975504+00:00


Rozdział 11

Dary

- Melduj!

Co jak co, ale brać z zaskoczenia potrafił doskonale. W garnizonie o dowódcy krążyły

legendy: były najemnik słynął z mistrzostwa w posługiwaniu się bronią białą i ze zdolności

znikania w ciemności. Kiedyś, zanim jeszcze osiadł na Sewastopolskiej, w pojedynkę

wyrzynał całe posterunki przeciwnika, strażnikom wystarczyło tylko popełnić najmniejszy

błąd.

Artem podskoczył, przyciskając słuchawkę ramieniem do ucha, zasalutował i z pewnym

żalem przerwał odliczanie. Dowódca podszedł do listy dyżurów, sprawdził zegarek, przy

dacie - trzeciego listopada - zanotował: dziewiąta dwadzieścia dwie, podpisał się i odwrócił

do Artema.

- Cisza. W sensie, nikogo nie ma.

- Milczą? - dowódca pomiędlił ustami; prostując mięśnie chrupnął stawami w szyi. - Nie

wierzę.

- W co pan nie wierzy? - spytał ostrożnie Artem.

- W to, że Dobrynińską tak szybko nakryło. Czyli co, epidemia jest już w Hanzie?

Wyobrażasz sobie, co się musiało rozpętać, jeśli zaatakowało Okrężną?

- Ale przecież nie wiemy - odparł niepewnie Artem - może i już się zaczęło. W końcu nie

ma łączności.

- A jeśli przewody zostały przerwane? - dowódca schylił się, zabębnił palcami po stole.

- To byłoby tak, jak z bazą - Artem kiwnął głową w stronę tunelu biegnącego w stronę

Sewastopolskiej. - Wykręcam numer - w ogóle głucho. A tutaj jest chociaż sygnał. Sprzęt

działa.

- A w bazie nas, jak widać, nie potrzebują, jeśli nikt więcej nie podchodzi do bramy. Albo

po prostu nie ma już żadnej bazy. I Dobrynińskiej też - powiedział gładko dowódca. - Słuchaj,

Popow... A jeśli nikt tam nie został, to i my wkrótce pozdychamy. Nikt nam nie przyjdzie na

pomoc i nasza kwarantanna też nie ma sensu. Może by rzucić ją w diabły, jak uważasz? -

przeżuwał słowa.

- Absolutnie nie, kwarantanna jest konieczna - Artem odżegnał się od takiej herezji,

przypominając sobie manierę dowódcy, który najpierw strzelał dezerterom w brzuch, a potem

odczytywał im wyrok.

- Konieczna - powtórzył ten w zadumie. - Dziś zachorowało kolejnych trzech. Dwaj

miejscowi i jeden nasz. Akopow. A Aksenow umarł.

- Aksenow? - Artem z trudem przełknął ślinę i zmrużył oczy.

- Rozwalił sobie głowę o szynę. Mówił, że bardzo go bolała - równie martwym głosem

ciągnął dowódca. - I nie jest pierwszy. Taka głowa musi cholernie boleć, żeby pół godziny

klęczeć i starać się ją rozbić, co?

- Jasne - Artemowi zrobiło się niedobrze.

- Nie mdli cię? Nie jest ci słabo? - spytał troskliwie dowódca kierując mu światło małej

latarki w twarz. - Otwórz usta. Powiedz: „Aaa". Zuch. Wiesz co, Popow, lepiej się dodzwoń.

Dodzwoń się, Popow, na Dobrynińską i niech ci powiedzą, że w Hanzie mają szczepionkę i

że ich brygady sanitarne zaraz tu będą. I że nas, zdrowych, uratują. A chorych wyleczą. I że

nie zostaniemy w tym piekle na wieki wieków. I wrócimy do domu, do naszych żon. Ty

wrócisz do swojej Galiny. A ja do Alony i Wiery. Zrozumiano, Popow?

- Jasne - kiwnął gorączkowo głową Artem.

- Spocznij.

Jego maczeta złamała się przy samej rękojeści, nie wytrzymała ciężaru spadającego na nią

stwora. Ostrze weszło tak głęboko w ciało, że nie próbowali go nawet wyciągnąć. Sam

wygolony, cały poharatany pazurami, już prawie trzy doby nie odzyskiwał przytomności.

Sasza w niczym nie mogła mu pomóc, ale i tak musiała go zobaczyć. Choćby po to, żeby

powiedzieć mu dziękuję... Niechby nawet jej nie usłyszał. Ale lekarze nie wpuszczali

dziewczyny do jego pokoju, mówiąc, że rannemu nie potrzeba nic oprócz spokoju.



Download



Copyright Disclaimer:
This site does not store any files on its server. We only index and link to content provided by other sites. Please contact the content providers to delete copyright contents if any and email us, we'll remove relevant links or contents immediately.